• +48 883 132 476
  • Kontakt

    Bądźmy w kontakcie!X

    ADRESPlac Karin Stanek 1
    41 - 902 Bytom

    Formularz kontaktowy

    Wysyłanie wiadomości. Proszę czekać…

    Dziękuję! Wiadomość została wysłana. Skontaktujemy się wkrótce

    Wystąpił problem podczas wysyłania wiadomości. Proszę spróbuj ponownie.

    Proszę wypełnić wszystkie pola w formularzu przed wysłaniem.

NEWS

Krótka relacja z pierwszego dnia pierwszych Targów Książki w Bytomiu

Dodano przez Piotr | w kategorii Targi | 3 lipca 2016

Byłem na Targach Książki tylko w sobotę, bo Michalkiewicza znam, Chodakiewicza też, więc decyzja, że tylko sobota, bo będą wszystkie książki do kupienia i będzie mniszysko, czyli opat Wincenty Polek od Cystersów z Wąchocka. Pisuje on czasami na coryllus.pl właśnie pod takim pseudonimem.
Ponoć drugiego dnia targów z prelekcją wystąpił Marek Chodakiewicz i wypadł wyśmienicie, no ale decyzja to decyzja z wszystkimi jej konsekwencjami.
Pogoda świetna, ciepło, ale nie za bardzo. Mały spacer od dworca do BCK (Bytomskie Centrum Kultury), gdzie odbywały się targi.
Bytom. Sporo pięknych kamienic pobudowanych na przełomie XIX i XX wieku według indywidualnych, czyli niepowtarzalnych projektów. Wiele z nich niedawno odremontowano, trafiają się i zapuszczone, a nawet opuszczone kamienice.
Po przyjściu, ometkowaniu ręki, odebraniu biletów szybko idę na salę wystawową. Stoiska rozmieszczone pod ścianami. Gnam do stoiska Kliniki Języka. Wybieram książki i przeganiam samego coryllusa po francuskiego eSeNa do samochodu. W drodze uniesienia sytuacją kupuję swojego pierwszego Osiejuka. Po zakupach z książkami w firmowej reklamówce wprawdzie rozglądam się po sali, ale pozostaję przy stoisku i mam okazję zamienić kilka słów z PINK PANTERem (PP). Twierdzi on, że jest człowiekiem z lekka anarchizującym i stąd owa różowa pantera jako znak rozpoznawczy największej anarchistki wśród rysunkowych zwierząt.
Obok Osiejuka siedział Sauelios, ale nie zagadaliśmy do siebie, bo przy stoisku był spory ruch mimo, że było to zaledwie pół godziny po otwarciu targów. PP bardzo pochlebnie wypowiadał się o SAUELIOSie i jego komentarzach.
Budujące, bo okazało się, że to młody człowiek.
Wracając do PP to zastosowałem akcję w stylu izraelskich komandosów, bo widząc, że pani na stoisku rozmawia dość familiarnie z coryllusem to wistuję (kłamię bo Eskę znam z prelekcji o kapliczkach i cystersach), że pani to zapewne Eska. Osiejuk się żachnął, a pani powiedziała, że nie. Na to Gabriel rzucił dość niewyraźnie, bo jednak bardzo chrypiał, że to PP. Myślałem, że się przesłyszałem, więc lekko zbaraniały pytam:
– PP???
Sam Maciejewski potwierdza. Kilka duserów i wygibasów z mojej strony skierowanych do PP i na koniec stwierdzam iż rozumiem, że tę niegroźną demaskację mam zapewne zatrzymać dla siebie, na co PP przytakuje.
Jednak Gabriel Maciejewski, jako zdecydowany wróg kamuflażu, już w poniedziałek po Targach rozpuścił wici, że PP to kobieta, czym zaskoczył wielu czytających. Stwierdziłem, że już najwyższy czas udać się na salę prelekcyjną na oczekiwanego opata z Wąchocka.
Na otwarcie spotkania wystąpił przedstawiciel prezydenta miasta i trzeba zaznaczyć, że dostroił się do nastroju święta książki, bo w bardzo zgrabnych słowach uhonorował organizatorów i ciepło przywitał targowiczan, licząc na recydywę z obu stron.
Podzielenie dnia dość ciasno przez 3 prelekcje powodowało, że czasu na rozmowy było mało, no chyba iż ktoś chciał odpuścić sobie prelekcję. Postulowałem w Księgarni u coryllusa, aby w środku dnia zrobić dwie, a może trzy godziny wolne od prelekcyj i wtedy bez zbytniego zdenerwowania można byłoby zapoznać się z ofertą wystawców, no i porozmawiać z co niektórymi. Niezależnie PP poszedł dalej i zaproponował na S24 tylko dwie prelekcje w ciągu dnia.
Mniszysko, jako osoba najbardziej kompetentna, podzielił się ze słuchaczami historią cystersów, a właściwie opisem próby zamknięcia jej raz na zawsze. Wstrząsające jest to, że pierwsze role w tym haniebnym postępku grały tak podręcznikowe postacie jak Stanisław Staszic. Dla mnie kompletnym zaskoczeniem jest postawiona przez Ojca teza będąca w jawnej sprzeczności z naszym, dość typowym, zrzucaniem odpowiedzialności za złe na zaborców, czy okupantów, a tu nasi prominentni działacze bardzo starali się, by kasaty dokonać skutecznie. Podejrzewam, że prelekcja miała chyba nam uzmysłowić, że teraz coś podobnego dzieje się w Polsce; utwierdza mnie w przekonaniu teza opata, że do kasaty doszłoby nawet wtedy, gdyby Polska nie była pod zaborami – tu wspomniał o haniebnej roli Kostki Potockiego.
Przy pytaniach podzielił się informacją, że w chwili obecnej jest u nich w zakonie dwudziestu cystersów po ślubach wieczystych, a z klerykami jest ich razem dwudziestu siedmiu.
Tu także należą się podziękowania Gabrielowi, bo zapraszając ojca Polka pokazał, że nie tylko znane osoby, jak Leszek Żebrowski, czy Grzegorz Braun, mogą nam mówić o naszej historii, bo są inni, tacy jak Ojciec, którzy mogą nam powiedzieć kim byliśmy i kim jesteśmy.
To cieszy, że krąg osób mających nam coś ważnego do przekazania nie jest zamknięty i można go rozszerzać i za to podziękowania Opatrzności Bożej, że zechciała postawić ich obu, czyli Gabriela i o. Wincentego, na tej samej drodze, a oni dostrzegli się.
Leszek Żebrowski opisał sposoby i skutki podmiany elit, a sprawę podsumował porównaniem rodzin elit dawnych i obecnych.
Dawnym elitom wyciąga się wyssane z palca zarzuty, a nowym zapomina się rzeczy paskudne. Tu padło wiele przykładów, na czele z Baumanem i Kołakowskim.
Wśród tych pierwszych śmierć w okresie wojennym i powojennym zbierała krwawy plon. W rodzinie Jana Rodowicza „Anody” na trzynastu członków rodziny zginęło siedmiu.
Podał też sposób na odstawienie od źródeł finansowania tych nowych elit, a mianowicie bojkot ich książek, działalności teatralnej czy filmowej, bo to są zwykłe pasożyty, które odstawione od państwowego cyca giną. Pomóżmy im w tym właśnie.

Leszek Żebrowski dostał krótką owację na stojąco.
Jeszcze jedno. Starym zwyczajem zawsze rozglądam się po widowni i często na takich imprezach o naszej historii, ekonomii, czy innych mniej popularnych rzeczach należę do tych młodszych, bo z reguły jest przewaga osób dysponujących czasem, czyli emerytów i to takich koło siedemdziesiątki, albo ponadto. W Bytomiu było sporo ludzi w średnim wieku i młodzieży w wieku licealnym, czy studenckim.
Przede mną siedział facet, gdzieś koło czterdziestki, z obiema łapami wytatuowanymi po pachy. Rozglądał się nerwowo po sali i przyjąłem, że jest tu służbowo. Doszlusował do niego trochę młodszy gość, przywitali się i ten dochodzący zapytał co tu robi, a ten po pachy, że to samo co pytający.
– Ale nie wiedziałem, że ciebie takie rzeczy interesują – powiedział ten świeżo przybyły.
Po jakimś czasie okazało się, że moje podejrzenia były niesprawiedliwe, bo przyszedł młodziak z dziewczyną i serdecznie przywitał się z tym po pachy. Może syn lub jakiś pociotek. Od tamtego momentu wytatuowany przestał nerwowo lustrować salę i grzecznie siedział na wszystkich prelekcjach.
A dowodem, że wygląd to nie wszystko to przytoczę z prelekcji krótką wzmiankę o profesor Łętowskiej, rzeczniku praw obywatelskich i wielkiej miłośniczce opery.
Leszek Żebrowski powiedział, że kiedy pracował w Urzędzie ds Kombatantów i Osób Represjonowanych dostał pismo podpisane przez Łętowską z umotywowaniem dlaczego nie należą się komuś świadczenia. Była tam wykładnia prawna z cytowaniami stosownych paragrafów. Postanowił je sprawdzić, bo wiedział, że ze znajomością aktów prawnych jest wśród sędziów kiepsko. Rzecznik Łętowska przytoczyła we wzmiankowanej odmowie jakiś stary zapis wyjęty z PKWNu, który dotyczył obrotu papierem. Bezczelne babsko w swym zadufaniu liczyło, że nikt tego nie sprawdzi.
Był jeszcze Grzegorz Braun, znany nam dość dobrze, z czwartą częścią filmu „Od Lenina do Putina”. Między innymi powiedział, chyba nie pomyliłem z Żebrowskim, że robi mu się niedobrze, jak ogląda zdjęcie ministra Dziewictwa Narodowego, Piotra Glińskiego, który zrobił je sobie w gabinecie znajdującym się w skradzionym pałacu, a na ścianie wisiał naturalnej wielkości portret piekłoszczyka Kostki Potockiego.
W mojej opinii pierwsze miejsce ex aequo zajął amator ojciec Wincenty Polek i profesjonalista Leszek Żebrowski. Drugie miejsce zajął Grzegorz Braun i nie pomógł mu nawet film. To tyle mojej relacji z pierwszego dnia Targów.

Swoiste post scriptum dopisało życie, bo dwa tygodnie po Targach Książki w Bytomiu wybrałem się na spotkanie z Witoldem Gadowskim. Po spotkaniu  zauważyłem gościa z mojej dzielnicy, który był na Targach i zapamiętałem, że kręcił się przy Grzegorzu Braunie. Podszedłem do niego i powiedziałem, że widziałem go na Targach i zagadałem na temat prelekcyj i powiedziałem, że moim faworytem jest ojciec Polek i zapytałem go o jego typy. Tu, ku mojemu zaskoczeniu, jak wyjaśnił, był tylko na prelekcji Grzegorza Brauna, bo jest w „Pobudce” i chciał coś załatwić z szefem.
Może jestem naiwny, ale ja na jego miejscu – jadąc kawał drogi do Bytomia – oczywiście załatwiłbym sprawę z Braunem, ale skorzystałbym z okazji i był na innych prelekcjach, a obejrzałbym też propozycje książkowe wystawców. Coś mi się widzi, że bractwo w „Pobudce” ma w nosie szkołę, kościół, strzelnicę i mennicę, a nastawione jest na szukanie konfitur dla siebie. Zastanawiałem się, czy to PS zamieścić, ale rozgrzeszyła mnie Iza Rostworowska startującej w barwach krakowskiej „Pobudki” w wyborach parlamentarnych. Ci co siedzą trochę w blogosferze znają zapewne tę personę i to z dość nieciekawej strony.

tadman

2 komentarze do "Krótka relacja z pierwszego dnia pierwszych Targów Książki w Bytomiu"

  • Maria napisał:

    4 lipca 2016 o 14:14 - Odpowiedz

    Dzięki za relację. Szkoda, że nie mogłeś być w następnym dniu:) Ojciec przeor jest rewelacyjny. Tak ‚z marszu’ podjął wyzwanie i wyłożył sprawy elementarne. A założę się, że większości uczestników nie znane wcale. Wszyscy są wychowanie na ‚świętości’ KEN i doskonale, że konkrety zaczynają się ujawniać. Mam nadzieję, że @mniszysko jeszcze wystąpi z wykładem przy innej okazji.
    Dobrze by było aby inni uczestnicy targów coś tu opowiedzieli – jak było. Wołamy: odezwijcie się!:)
    Bardzo Cię pozdrawiam
    M.

  • tadman napisał:

    4 lipca 2016 o 19:29 - Odpowiedz

    Dzięki za odzew. Trzy prelekcje – w tym mocno wypasiona Leszka Żebrowskiego – spowodowały, że nie miałem możliwości porozmawiać tak długo, jakbym chciał z ludźmi na stoisku Kliniki Języka, że nie wspomnę o innych wystawcach. W katowickim Spodku było trochę więcej czasu i pogawędziliśmy z coryllusem i z Toyahem o satanistach w Krakowie i akcji Osiejuków, o planach wydawniczych, o sposobie realizacji zamówień i o innych rzeczach. Coryllus nie poganiał, ani nie przeganiał i aż trudne jest to do uwierzenia, że to ten sam człowiek, który banuje w locie.
    Przydałoby się, aby jakaś litościwa dusza coś napisała o wrażeniach z drugiego dnia.
    Gdybym pisał zdecydowanie później i znał treść wywiadów to bym nie streszczał tego co na filmach, a więcej o wrażeniach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright © Rozetta 2017. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Zaprojektowane przez  vicom solutions.